![]() |
Powinienem napisać coś o sobie – tak naciskają. Okej, wyjmuję notes i bazgram na kolanie. Optymistycznie na święta zacytuję mojego wykładowcę; „…wykonujcie swoją pracę najlepiej, jak potraficie, a pieniądze z czasem same przyjdą”. Od siebie dodam, oby były środkiem umilania sobie życia a nie jego celem. Wybory 2011. Założyłem nieoficjalne konto na fejsbuku. Jestem anonimowy. Mogę przeglądać zdjęcia innych, wklejać linki do stron. Szydzić, wyzywać i opluwać. Jestem boski. Mogę spokojnie położyć się spać z dobrym humorem. Pysznie się uśmiałem kosztem innych. Kosztem serca, jakie inni wkładają w swoją pracę. Jestem anonimowy i mi zwisa. <Tato, który jesteś dla mnie wzorem, co dziś robiłeś?> Dziś byłem w hiper centrum makro sieci super marketów. Sprawozdanie zacznę od parkingu. Kierowcy z ułańską fantazją toczą zacięty bój o miejsce jak najbliżej wejścia, nawet o przestrzeń dla inwalidów. Gdy wysiadają, widzimy, że jedyną ich ułomnością jest brzuszek u panów i kształty, na które Rubens by zagwizdał, u pań. Walczą, dręczą zszarpane w pracy nerwy o każdy metr pomimo, że czeka ich spacer od sklepu do sklepu, od półki do półki, od parówek do skarpetek, w trakcie którego pokonają odległość w stosunku do której odcinek od auta do wejścia jest ułamkiem promila. Czasem nawet wracają innym, odległym wyjściem. Dekalog sprowadziłbym do jednego przykazania: rób co chcesz, ale nie krzywdź nikogo. Jeśli nawet to zrobisz, ponieś godnie konsekwencje. Do każdego, kto posiada władzę: odpowiedzialność za swoje czyny! Wjeżdżając siódemką do Krk na przestrzeni ostatniego kwartału obserwuję nowopowstające osiedle. Wpierw, pnące się wzwyż jak łodygi, szkielety bloków. Następnie podwaliny dróg i kolejne szkielety, kręgosłupy i rusztowania. Pomimo wszędzie panującego błota pojawiają się szczęśliwi posiadacze nowego m. Pionierzy drepczący pomiędzy kałużami przez długie setki metrów do swych bóstw: marketu i kaplicy w postaci domku na prerii. Na placu owego domku powstanie niedługo kolejne obciążające podatników cudo architektury i propagandy, placebo na strach przed śmiercią, a przede wszystkim przed tym, co po niej nastąpi - kościół. Żeby Chrystus wiedział, co z jego słowem zrobili! "Miałem ambicję stworzyć rezolutną rasę, a wyście to tak po ludzku spartolili" - Spięty Lao Che. „Gdzie są Wasze kościoły? – Nie potrzebujemy ich, modlimy się, rozmawiamy z Bogiem cały czas”. Rozmowa kolonizatora z „Dzikimi”. System. Trzydzieści, czterdzieści lat temu po podobnych podwyżkach cen i arogancji rządu związanej z żonglowaniem naszą przyszłością ludzie - w szczególności młodzież - wyszliby na ulice. Ten zdumiewający brak buntu to nie jest jedynie efekt piekielnie dobrej propagandy. Przecież za komuny propaganda również poczynała sobie w najlepsze. To nie tylko to. Serwisy społeczności owe skupiające na sobie uwagę, programy telewizyjne błaznów na poważnie lub nie, seriale pisane na jedno kopyto, cała masa bezużytecznych zajęć. Więzi międzyludzkie przybrały formę wirtualną. Starsi nie mają sił, młodym się nie chce. Ogromne zakłady pracy rozbite w perzynę, aby zmniejszyć zagrożenie gromadzenia się tłumów oraz ograniczyć konkurencję dla starej Unii. Konsekwencje odczuwamy wszyscy poprzez niewielki Produkt Krajowy Brutto, oparty dziś na najbardziej wyzyskiwanej klasie małych i mikro przedsiębiorstw. Dziel i rządź. Restrykcyjność Kościoła wynika z potrzeby wzbudzania w wiernych poczucia winy, uświadamiania nam, że jesteśmy grzeszni. Absurdalnie wysoko podniesiona poprzeczka zapewnia stały przypływ grzeszników. Resztę należy uznać za świętych i stawiać na niedościgniony wzór. W obawie przed śmiercią i troską o wygodne miejsce w niebie gwarantujemy przypływ kapitału, obrót w handlu rzeczami niematerialnymi. Modlitwy do Boga nie mają najmniejszego sensu, ponieważ Bóg niejednokrotnie udowadniał nam, że się naszym losem nie przejmuje. Dlaczego akurat miałby nad nami się pochylić, skoro jest siedem miliardów innych ludzi? Najlepiej to widać podczas okrutnych zrywów jednostkowych ambicji, z powodu których całe nacje cierpią. Szczytem zuchwałości było „Gott mit uns” na ustach faszystów. Bóg jest pojmowany przez każdego z nas w sposób indywidualny i każdy z nas w tym pojmowaniu się myli. Jeśli produkt naszych rąk lub wyobraźni nie posiada praktycznego zastosowania, uważam, że jest zbędny. Dlatego można mi zarzucić plastik, kicz, czasem banał, ale również niemal doskonały warsztat i swobodę techniki. Czy to przeznaczenie komercyjne, by komuś lepiej się sprzedawało owoce pracy, czy to kołatanie do duszy, sumienia, pstryknięcie intelektu, by zwrócić uwagę na palący problem społeczny, zdaje się w moim rozumieniu sensem twórczości. Pustą ekspresję, naciąganie treści na manekin formy uważam za godne potępienia marnotrawienie talentu. Każda ideologia rozbija się o praktykę. Bękartem intelektu jest chciwość i zachłanność, których konsekwencją woja, śmierć, cierpienie, głód, degradacja człowieka do roli przezroczystej egzystencji czerpiącej pokarm ze śmietnika. Człowiek jest ostatnim ogniwem ewolucji, które wbrew sobie i innym istotom dąży do auto i globalnej destrukcji. Jeśli to czytasz, należysz do maksymalnie 5% społeczeństwa, które się interesuje, a może nawet do 1%, któremu zależy Słowo; szereg dźwięków przekazanych za pomocą impulsów nerwowych, zasianych na bardziej lub mniej żyzną glebę. Informacja sugerująca, narzucająca, prosząca lub nakazująca. Wyraz ekspresji duszy i szeptu skrytych w niej demonów. Po nim echo, fala rozlewająca się, rozszczepiająca, zmieniająca barwę i smak płynąc dalej w dół horyzontów myślowych. Gdy potok instrukcji płynący posłusznymi mediami pod szare adresy, jaka jest siła miłości a jak mocna staje się nienawiść, by wyjechać, szukać, czaić się i zabić? Pozbawić ślepo życia w imię falsetu cynicznych wilków w owczych skórach, wycierających pyski budującą zgodą.
|